http://www.bogatyelblag.pl/dom-pogodnego-seniora-remi-juz-otwarty-trwa-nabor-na-wolne-miejsca,94672.html

Wywiad z Wincentym Elsnerem, wiceprzewodniczącym SLD. O przyszłości Lewicy i Polski

Luty 1, 2016 19:57 46

Rozmawiamy z Wincentym Elsnerem, nowym wiceprzewodniczącym Sojuszu Lewicy Demokratycznej. Rozmawiamy o przyszłości lewicy, polskiej scenie politycznej oraz gospodarce.

Nowym przewodniczącym SLD został Włodzimierz Czarzasty. Człowiek, który z całą pewnością nie bałby się debaty z nikim w Polsce. Jakie cechy Pana Przewodniczącego mają szansę sprawić, że SLD i lewica znów będą silne i nabiorą przede wszystkim ochoty do działania?

Po pierwsze: umiejętność słuchania. Czasy „jednokierunkowego” zarządzania partią ze Złotej w Warszawie (przyp. Red. siedziba partii) skończyły się. Sukces SLD może zapewnić jedynie świadomość, że to wszystko co pozostało w SLD po dotkliwych porażkach wyborczych, jest naszą wspólną sprawą. Wspólnie odpowiadamy za „być albo nie być” Sojuszu. Włodzimierz Czarzasty doskonale to rozumie.

Po drugie: doświadczenie i umiejętność zarządzania. Do funkcji przewodniczącego SLD Włodzimierz Czarzasty przygotowywał się będąc szefem struktur mazowieckich Sojuszu, najliczniejszych w Polsce. Nawet Jego przeciwnicy to dostrzegają – jest doskonałym organizatorem.

Po trzecie: pieniądze. Włodzimierz Czarzasty od lat funkcjonuje w realnej gospodarce i rozumie jej uwarunkowania. Dla wielu poprzednich działaczy, pieniądze z subwencji, które „łatwo przyszły”, również łatwo „wydawały się”. Jestem przekonany, że nowe kierownictwo będzie prowadziło oszczędną i racjonalną gospodarkę finansową, tak by pieniądze z subwencji i składek członkowskich zostały wykorzystane w najlepszy możliwy sposób.

Pan został mianowany na wiceprzewodniczącego SLD wśród postaci takich jak Jerzy Wenderlich czy Krzysztof Gawkowski. Jak Pan widzi swoją rolę?

Wybór na wiceprzewodniczącego Sojuszu Lewicy Demokratycznej był dla mnie wielkim wydarzeniem, zważywszy na mój bardzo krótki staż w partii. Tym samym zaciągnąłem wobec koleżanek i kolegów, którzy mi zaufali, przeogromny dług. Spłacić go można jedynie pracą i zaangażowaniem – to dla mnie oczywiste. I jestem do tego przygotowany.

W nowym kierownictwie SLD każdy z wiceprzewodniczących będzie odpowiadał za konkretne sprawy. By później łatwo go można rozliczyć z tego co zrobił. Jako informatyk, fan internetu i znawca nowoczesnych technik komunikacji, chciałbym zająć się usprawnieniem komunikacji w partii. Brak informacji – to jeden z głównych zarzutów stawianych na zebraniach kół i powiatów. Nie wiemy, co Wy tam, w Warszawie, robicie – takie słowa padały na każdym zebraniu partyjnym, w którym uczestniczyłem. Wtedy mogłem się wykręcić odpowiedzią: to nie ode mnie zależy. Teraz – to ode mnie będzie zależało – i ja to muszę zmienić, jako wiceszef partii.

Druga sprawa jest jeszcze poważniejsza: miejsce SLD na zmienionej po wyborach scenie politycznej i jej stanowisko wobec tego, co się każdego dnia dzieje. Czy SLD popiera manifestacje KOD? Czy wypłata 500 zł na każde dziecko, to rozwiązanie, które pochwalamy? Jaka jest nasza reakcja na fakt, że Ziobro będzie miał wpływ na każde postępowanie prokuratorskie i będzie decydował o tym kogo zamknąć, a kogo nie? Czy poprzemy projekt likwidacji finansowania lekcji religii z pieniędzy publicznych? SLD musi na każde pytanie odpowiadać szybko i jasno. Dotychczas za dużo było „okrągłych słówek” i kluczenia. To się musi zmienić i tu też widzę swoją rolę.

Wielu na scenie politycznej chciałoby pogrzebać już SLD. Nikt jednak nie zdaje sobie sprawy, że to wciąż partia z bardzo mocnymi strukturami partyjnymi w całym kraju. Podczas ostatnich wyborów na szefa SLD i PO okazało się, że struktury są mocniejsze niż do niedawna partii rządzącej. W SLD uprawnionych do głosowania było 23. tys. członków a w PO zaledwie 17 tys. członków. Czy nowe władze mają pomysł by pobudzić struktury lokalne do działania?

Dzisiaj widzimy, jak trafionym pomysłem było zorganizowanie w SLD wyborów powszechnych szefa partii. Przyznam się szczerze, że sam nie miałem świadomości, że SLD jest partią liczniejszą od, wydawało się jeszcze niedawno, potężnej Platformy Obywatelskiej. To powinno dać do myślenia wielu sceptykom i „grabarzom” Sojuszu. Dla mnie jest jasne: realną szansę na odbudowę pozycji SLD stanowią właśnie struktury terenowe, nawet najlepsze kierownictwo i najlepszy przewodniczący w Warszawie nie jest w stanie nic zrobić bez nich. Trzy sprawy są najważniejsze.

Po pierwsze: rzeczywiste włączenie członków SLD w najważniejsze działania i decyzje partii. Dramatycznym błędem była kandydatura Magdy Ogórek w wyborach prezydenckich. Czyż przy dzisiejszej technice nie można było zrobić wewnętrznych prawyborów prezydenckich. Wówczas na długo przed przegranymi wyborami wiedzielibyśmy, że zdecydowana większość członków SLD nie chciała tej kandydatury. Krótko: w Sojuszu musi obowiązywać zasada „nic o nas, bez nas”.

Po drugie: przepływ informacji, to moja „działka”. Jak nas nie ma w Sejmie, to nas nie ma w mediach, z tym musimy się pogodzić. A jak ktoś już wymieni w telewizji SLD, to głównie po to, by udowadniać, że w partii dzieje się źle. Odnoszę wrażenie, że o Kongresie SLD, który zgromadził ponad 700 delegatów, mówiło się w mediach mniej, niż o odejściu kilkudziesięciu działaczy z Poznania i Warszawy. Oczywiście to niedobrze gdy ktoś odchodzi, ale nawet bez tamtych koleżanek i kolegów jest nas nadal w partii 23 tysiące. I do każdego z tych tysięcy musi docierać pełna i rzetelna informacja – niewypaczona piórami i obiektywami niechętnych nam dziennikarzy. W dobie internetu i mediów społecznościowych, świat się nie kończy na Gazecie Wyborczej i TVN24. Tutaj wzorem może być partia Korwina, daleka nam ideowo, ale w internecie czująca się jak ryba w wodzie.

Trzecia sprawa, a może powinienem ją wymienić jako pierwszą. Działacze samorządowi, którzy w ostatnich wyborach zostali wybrani radnymi, wójtami, burmistrzami, prezydentami miast wprost z list SLD lub z komitetów lokalnych przychylnie nastawionych do lewicy. Jestem zdania, że tak naprawdę to oni powinni „rządzić” w SLD, mając doświadczenie, pozycję i narzędzia do rządzenia. A tymczasem w wielu strukturach lokalnych pełnią funkcję „kwiatka do kożucha”. Nic dziwnego, że potem niektórzy z nich mają dość i odchodzą. To się musi zmienić. I zmieni się!

Zjednoczona Prawica wygrała bo zjednoczyła się wokół najsilniejszej formacji jaką był PiS. Wydaje się, że na lewicy dalej najważniejszą partią jest SLD i to do niej powinny dołączyć pozostałe organizacje tworząc jeden zgrany zespół. Partia RAZEM, która chce tworzyć oddzielną siłę lewicową bazując jedynie na młodych ludziach wydaje się, że długo może nie przebić 5 % tak jak to od lat czyni partia Janusza Korwin- Mikke bazująca też w większości na młodzieży. Jak Pan to ocenia?

Pamiętajmy, czym jest Zjednoczona Prawica. Jeśli zajrzymy do wykazu partii politycznych prowadzonego PKW, nie znajdziemy tam partii oznaczonej literami ZP (Zjednoczona Prawica). Znajdziemy Polskę Razem Jarosława Gowina, w nazwie której to partii nazwisko szefa zastąpiono rok temu dopiskiem „Zjednoczona Prawica”. Pewnie za namową jednego z prominentnych członków tej partii, a zarazem nadwornego pijarowca – Adama Bielana. Konkluzja jest prosta: o faktycznym „zjednoczeniu” sił politycznych decyduje realne i szerokie porozumienie, a nie wymyślanie ładnie brzmiących nazw. Bo mnie nazwa Zjednoczona Lewica podoba się – tylko co z tego?

To taka drobna złośliwość wobec tych, którzy dzisiaj twierdzą, że najlepszą drogą do budowania zjednoczonej lewicy jest opuszczenie SLD i utworzenie nowej partii, nazwanej zapewne… Zjednoczoną Lewicą. Nie! Chciałbym, aby na lewicy zrozumiano to, co zrozumieli politycy prawicy i dzięki temu odnieśli sukces wyborczy. W ostatnich wyborach do Sejmu była tylko lista PiS i na tej liście zmieścili się prawie wszyscy politycy „zjednoczonej prawicy”. Gdyby przed wyborami parę ważnych osób na lewicy na chwilę schowało do kieszeni swoje wybujałe ego i „przeżyło” kandydowanie pod szyldem SLD, dziś i oni i my bylibyśmy w Sejmie. Tak, zjednoczoną lewicę należy budować w oparciu o SLD, najliczniejsze i najsilniejsze ugrupowanie po tej stronie sceny politycznej. Zapraszając, rzecz jasna, do współpracy wszystkich zainteresowanych przyszłym sukcesem.

A partia Razem? Ja wiem, że każdy polityk chce mieć coś własnego – partię w szczególności. Ale nie tędy droga. Nie można nazwać się „Razem”, a przy każdej możliwej okazji powtarzać, że chce się działać osobno. Na pewno jest w tej partii wielu wspaniałych młodych ludzi, podobnie zresztą jak i u Korwina, choć w tym wypadku dalekich mi politycznie. Moja jedyna rada: trzeba rozmawiać, myślę o Sojuszu i działaczach z Razem. Na początku niekoniecznie w siedzibach partii, może wystarczy zaprosić się wzajemnie na piwo. A z czasem znajdziemy jakiś pomysł, by działać razem. Bo jak nie, to będziemy mieli wątpliwą satysfakcję, że jesteśmy razem, ale… na marginesie polskiej polityki.

PO popełniła wiele błędów w reformach wewnątrz Polski ale umiała zadbać o to by być postrzeganym dobrze przez UE i rynki finansowe. PiS póki co codziennie zaskakuje antyrynkowymi pomysłami. Podatek od supermarketów, bankowy a ostatnio pomysł by ustawowo zakazać podnoszenia cen. Dodatkowo rozważa się wprowadzenie klauzuli obejścia prawa, która może dać spory oręż urzędnikom skarbowym w walce z małym polskimi firmami. Jak SLD chciałoby wesprzeć polskich przedsiębiorców?

Przede wszystkim powiem jasno: Sojusz Lewicy Demokratycznej musi być też partią drobnych przedsiębiorców i firm rodzinnych, nie tylko pracowników najemnych. Bo lewica powinna stać zawsze po stronie słabszych i pokrzywdzonych. A takimi są bardzo często właśnie drobni przedsiębiorcy – zderzający się z wszechwładzą korporacji, ścianą biurokracji i po prostu… głupotą urzędników.

Niestety absencja lewicy w Sejmie bardzo ogranicza możliwości działania na szczeblu centralnym i wpływ na kształt stanowionego prawa. A to prawo nierzadko uderza w ludzi niezamożnych. Pierwszy przykład z brzegu. SLD popiera co do zasady tzw. podatek od supermarketów. Szkopuł w tym, że projekt przygotowany przez PiS nie jest bezpieczny dla setek tysięcy pracowników tychże sklepów. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że właściciele sieci podatkowe straty „odbiją sobie” na płacach i warunkach pracy pracowników. I dodatkowo, jeszcze gorszych warunkach dostaw oferowanych drobnym przedsiębiorcom.

Jednak brak SLD w Sejmie nie oznacza niemocy Sojuszu w obronie pracowników i drobnych przedsiębiorców. Mamy przecież radnych, burmistrzów, prezydentów miast. Oni też wiele mogą, częstokroć nawet więcej niż posłowie opozycji na Wiejskiej. Dlatego też nie ukrywam, że nowe władze Sojuszu bardzo liczą na współpracę ze wszystkim samorządowcami. Nie tylko obecnymi członkami SLD, ale wszystkimi tymi, którzy czują się lewicowcami.

Elbląg i Braniewo to miejscowości z wysokim bezrobociem oraz często nisko wykwalifikowaną siłą roboczą. Istnienie jednak dużych zakładów produkcyjnych jak Alstom, Meble Wójcik, browary Żywiec i Namysłów pokazują, że właśnie takie miejscowości mogły by być doskonałym miejscem na polskie zakłady produkcyjne. Nie stworzymy tu raczej doliny Krzemowej, ale solidne ośrodki przemysłowe już można. Czy uważa Pan, że to odpowiedni kierunek rozwoju oraz, że Państwo powinno wspierać takie samorządy jak Elbląg i Braniewo?

W Polsce jest i pozostanie gospodarka rynkowa – to oczywiste. Ale Państwo powinno wykorzystać wszystkie swoje możliwości – a ma ich, wbrew pozorom, niemało – by stymulować rozwój pożądanych gałęzi gospodarki (np. energia odnawialna) i lokalizacje korzystne z punktu widzenia społecznego. Inaczej dochodzi do paradoksów jak na Dolnym Śląsku. Do ulokowanych w pobliżu Wrocławia montowni trzeba dowozić pracowników nierzadko po kilkadziesiąt kilometrów, bo w relatywnie bogatym Wrocławiu nie ma tak wielu chętnych do pracy za minimalną stawkę. Tymczasem w wielu regionach Polski nawet tak niska płaca byłaby ratunkiem dla rzeszy bezrobotnych. Tak, Państwo powinno wspierać samorządy, zwłaszcza że częstokroć to co przekracza możliwości budżetowe samorządu, jest zaledwie „groszowymi” wydatkami Państwa.

Nie dajmy się nabrać na pojawiające się w kręgach PiS-u dywagacje o ewentualnym wyjściu Polski z Unii Europejskiej. Polsce obecność w UE jest niezbędna. Nasza gospodarka eksportem stoi, w znacznej mierze do Unii. Wspomniał Pan o zakładach meblarskich, jesteśmy czwartym na świecie eksporterem mebli, w znacznej części do Niemiec. Mnie nie stresuje fakt, że młoda niemiecka rodzina ma w mieszkaniu polskie meble. To jest biznes. I nie dajmy sobie wmówić, że Polacy są eurosceptyczni lub przepojeni germanofobią.

Czego życzy Pan Polsce w 2016 roku?

Przede wszystkim „przeżycia Kaczyńskiego”. Wierzę, że polska demokracja, mimo że jeszcze młoda, jest silniejsza niż autorytarne zapędy Jarosława Kaczyńskiego i spółki zwanej PiS. Jako były członek sejmowej Komisji Finansów Publicznych z niepokojem patrzę na budżet uchwalony przez większość sejmową PiS-u. Zapisany w nim deficyt ponad 50 miliardów złotych oznacza, że pod koniec 2016 roku każdy z pracujących Polaków będzie miał do spłacenia dodatkowo ponad 3000 zł długu publicznego, oprócz tych 60 000 zł, które odziedziczył po rządach z poprzednich lat, głównie PO i PSL-u. W wielu krajach żonglowano wydatkami budżetowymi, w niektórych skończyło się to bolesnym kryzysem. Wierzę, że w roku 2016 uda się „dopiąć” finanse. Mimo coraz wyraźniej widocznego i niebezpiecznego prymatu polityki nad ekonomią. A przecież miał rację ten, co powiedział: „gospodarka, głupcze”. Życzę więc Polsce 2016, aby dalej się rozwijała. Mimo wszystko.

Dziękujemy za rozmowę

Z Wincentym Elsnerem rozmawiał Bartosz Radomski – Redaktor Naczelny.